Pająk na polowaniu

Na ogół w roli dyżurnego potwora występuje smok, ale zdarzają się odstępstwa. Otóż na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej rycerze zamiast z jaszczurem musieli stanąć do walki z…monstrualnym pająkiem. Ten koszmar każdego arachnofoba miał ze dwa metry wysokości, umiejętność plucia jadem na odległość oraz zacięcie wampiryczne. Polował na zwierzęta, które unieruchamiał, oplatając swoją nicią i wysysał do dna. Ale od kiedy skonsumował kilku rycerzy atakujących go dla sławy i wysokiej nagrody wyznaczonej przez króla, zagustował w ludzkiej krwi. Zaczął łowić przechodzących  przez las wędrowców, potem odpoczywających w polu żniwiarzy, pastuszków wraz ze stadami… Wreszcie bydlę wzięło się do wioski. Ludzie zabarykadowani w chałupach przymierali głodem, bo nie dało się wyjść, ani w pole, ani upolować, ani wypasać bydła. Okolicę spowijały pajęczyny wypchane truchłami. Na szczęście pewnego dnia przybył bohater. I to przebiegły, bo w zależności od wersji legendy albo podszedł do pająka podstępem i oślepiwszy go, zabił albo wykończył bestię za pomocą ultradługiej lancy własnego wynalazku i konstrukcji. W każdym razie utłukł potwora. Głowę pająka wbito potem na pal stojący pośrodku wsi, a samą mieścinę przemianowano na Pajęczno. I taką nazwę nosi do dziś.
Ewa Wichrowska