Świat się zmienia

Łatwo jest zauważyć coś, co jest. Trudniej zarejestrować, że czegoś nie ma. Nie ma żabich koncertów. Nie ma bociana na ostatnim we wsi gnieździe. Nie ma skowronków w okolicy. Ale są łagodne zimy, wiosny bez błota i rozlewisk, upalne lata, bardzo długa jesień. 
Świat się ociepla i jakby łagodnieje, ale nie dla wszystkich. U nas te zmiany są odbierane nawet pozytywnie – mamy mniejsze rachunki za ogrzewanie. Ale w innych miejscach są dramatyczne. Nie tylko w Arktyce i strefie Sahelu czy w ginących pod wodą wyspach atolu Kiribati. Także u nas. Suche Bagna Biebrzańskie płonęły przed rokiem jak nigdy dotąd., pożarów w lasach dramatycznie przybyło, huragany pustoszą bory i puszcze. Raz dręczą nas powodzie, by za chwilę dokuczała nam susza. Wysychają studnie i stawy. Wszystko to dzieje się dramatycznie szybko. I nie mamy na to wpływu.  przynajmniej tak to sobie tłumaczymy. Jest to duża doza beztroski. 
A przecież każdy może coś zmienić. Możemy zmniejszyć zużycie wody, przejść  na bardziej  ekologiczne ogrzewanie, zrezygnować z kopciuchów i diesli, ograniczyć ilość plastiku w codziennym życiu czy segregować śmieci. To dopiero początek. Potrzebna jest edukacja. Młodzi ludzie już czują się bardziej odpowiedzialni za świat niż pokolenia ich rodziców czy dziadków. W ubiegłym roku zrezygnowano w warszawskim zoo z koszenia trawników. Pojawiły się kwitnące byliny, motylki i pszczółki. Ale w pierwsze wtorki miesiąca, kiedy emeryci i renciści mogą wejść za darmo, słyszano narzekania , że ogród wygląda na zaniedbany. A jaki byłby zadbany? Gdyby usunąć trawki rosnące pomiędzy płytami chodnikowymi, przystrzyc wszystko “na jeża”  i pnie pomalować na biało, bo “tak kiedyś było..”. Takie myślenie o świecie wokół nas jest ciągle powszechne.
Drogowcy stosują herbicydy do niszczenia “chwastów” na tysiącach kilometrów dróg, zwłaszcza tych stosunkowo nowych. Rude, wyschnięte resztki roślin nie urodzą nasion i nie dadzą pożytku owadom i ptakom. Pobocza bez szaty roślinnej nagrzewają się, a w deszczu spływają do przydrożnego rowu. Ktoś później naprawi to i zasieje nową ”łąkę kwietną”. A wystarczyło na kilka lat zostawić to przyrodzie. Warto pamiętać, że z przyrodą jest tak, że im mniej w nią ingerujemy, tym lepiej ona się ma. Bez nas jest najlepiej.! Zakładamy w miastach tzw. domki dla owadów, a jednocześnie usuwamy z parków martwe pnie drzew. A wystarczyło zostawić je tam, gdzie leżą. Liście z drzew jesienią są w ogrodach grabione, pakowane w plastikowe worki i odbierane przez firmy zagospodarowujące śmieci. A przecież te liście to nie śmieci! To idealny naturalny nawóz i osłona nie tylko dla roślin, ale także ogrodowych zwierząt. One powinny do wiosny zostać tam gdzie spadły, a potem ewentualnie trafić na kompost lub stertę gdzieś pod płotem. Tak byłoby dla przyrody i klimatu najlepiej. Są jednak pakowane w plastikowe worki i wywożone. Jak będzie potrzebny nawóz, to “coś się posypie”.
Świat nam się zmienia nie tylko za sprawą ocieplenia klimatu. Przede wszystkim z powodu ogromnej liczebności ludzi, zanieczyszczenia plastikiem, mikroplastikiem smogiem, herbicydami, pestycydami ściekami i innymi ubocznymi produktami cywilizacji. Widać już – na szczęście – pierwsze objawy przebudzenia świadomości, ale na razie głównie u młodzieży.
Ewa Wichrowska